Rio bis – stare miasto

wrzesień 2014

Tego dnia widzieliśmy chyba 100 kościołów. Wstyd przyznać, ale w pewnym momencie przestałam odróżniać. Chyba po prostu przesadziliśmy. Tego dnia zobaczyliśmy też nieco inną twarz miasta – taką, która sprawiała, że czuliśmy się nieco mniej komfortowo, pomimo samochodów policyjnych na każdym rogu.

Ale zacznijmy od początku. Plan był taki, aby po dniu spędzonym wśród plaż i ogrodów zobaczyć to, co zostało ze starówki – serce miasta w europejskim tego słowa znaczeniu. Ruszyliśmy zaraz po śniadaniu w kierunku metra i na samym wstępie tuż pod hostelem czekała nas niespodzianka. Otóż małe małpki urządziły sobie plac zabaw na linii (wysokiego?) napięcia. Były urocze i było ich naprawdę dużo. Niestety poruszały się tak szybko, że ciężko było o fotkę dobrej jakości… Po krótkiej lekcji przyrody udaliśmy się metrem do stacji Gloria.

Punkt 1 – Igreja de Nossa Senhora da Glória do Outeiro, czyli Kościół Chwały

Nasz pierwszy punkt programu stanowił niewielki kościół zlokalizowany w dzielnicy Gloria. Obiekt stoi na wzgórzu od niemalże 300 lat. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na zatokę. Historycznie kościół był ulubioną świątynią rodziny królewskiej. Jak na tak ważny obiekt kościół jest zadziwiająco kameralny. Jego zewnętrzne mury, podobnie jak wiele innych kościołów w Brazylii są białe z brązowymi detalami. To co go wyróżnia, to kształt. Kościół stoi na planie ośmioboku. W środku ma drewniany ołtarz i piękne, kojarzone z Portugalią, malowane kafelki. To w tym kościółku zobaczyliśmy też po raz pierwszy, to co miało się powtarzać praktycznie w każdej świątyni w Brazylii. Otóż rzeźby w ołtarzach przypominają lalki. Mają włosy, błyszczące wstawione oczy i ubranka z materiału…

Świątynię zwiedzaliśmy sami. Nie było nikogo oprócz nas, co było całkiem przyjemne. Po małej rozgrzewce (do kościółka trzeba się wdrapać pod górkę) ruszyliśmy piechotą w kierunku Katedry.

Punkt 2 – Katedra Świętego Sebastiana w Rio de Janeiro

Z Glorii do Katedry dzielił nas kwadrans spaceru. Zaraz obok Katedry znajdują się też słynne Arcos da Lapa albo inaczej Akwedukt Carioca. Słowem, to miejsce, które znajduje się na większości pocztówek z Rio, a co za tym idzie trzeba tam być. To też poszliśmy. Po drodze, trochę nieświadomie mijaliśmy słynną ulicę Rua da Lapa. Okolica znana głównie z gorącego życia nocnego i najlepszych imprez. Hm, jeszcze w tej chwili wpatruję się w mapę i uwierzyć nie mogę, że to ta słynna Lapa. Nie wiem jak wieczorem, ale w ciągu dnia kilkakrotnie szliśmy tą drogą i nie zachęcała ani do imprez, ani do zwiedzania. Owszem, urokliwe zabytkowe kamienice przypominały o swojej minionej świetności. Ale poza tym największą atrakcję stanowili bezdomni sprzedający to, co znaleźli na śmietniku. Klimat okolicy zachęcał raczej do przyspieszenia kroku.

U wylotu Rua da Lapa zobaczyliśmy wspomniane Arcos da Lapa. To jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów w Rio. Jego historia też jest ciekawa. Otóż do początku XVIII w. wodę do miasta trzeba było dowozić, bo Rio położone było na terenie bagnistym, a co za tym idzie, woda była złej jakości. W celu doprowadzenia do miasta czystej wody stworzono Akwedukt Carioca, który w okolicy Lapa liczy 270 m długości i niemalże 18 m wysokości. Wodę do miasta dostarczał od 1750 r. Z końcem XIX w. zmieniła się jego funkcja. Obecnie (od ponad 100 lat) stanowi drogę dla tramwaju wożącego mieszkańców i turystów do położnej na wzgórzu dzielnicy Santa Teresa. Arcos da Lapa pięknie komponują się z stojącą w tle Katedrą. Miejsce z pewnością warto odwiedzić, chociaż niesprawiedliwym byłoby, gdybym nie wspomniała, że pod arkadami kręci się niezły element. Na szczęście w tej okolicy w zasięgu wzroku mieliśmy co najmniej dwa radiowozy policyjne, więc czuliśmy się w miarę bezpiecznie.

Kawałek pod górkę i mamy wejście do Katedry. Obiekt z zewnątrz budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, ogromna ilość szaro-burego betonu. Z drugiej, kształt ewidentnie nawiązujący do budowli Majów i konstrukcja dobrze wpasowująca się w atmosferę, którą tworzą otaczające ją biurowce. Natomiast od środka świątynia niewątpliwie budzi zachwyt i niedowierzanie.  Stożkowaty, ogromny budynek mieszczący nawet 20 tys. wiernych jest pozbawiony jakichkolwiek wewnętrznych kolumn, czy innych podpór. W świątyni panuje półmrok, a światło wpada przede wszystkim przez cztery gigantyczne, kolorowe witraże (60 m wysokości każdy) zlokalizowane po czterech stronach. Poza rozmiarem i oszałamiającymi witrażami katedra poraża także idealną symetrią. Zbudowana jest na planie koła, cztery witraże znajdują się po czterech stronach dokładnie naprzeciwko siebie a na samym środku tej ogromnej przestrzeni wisi krzyż, który jest umocowany do sufitu będącego zarazem świetlikiem. Dzięki półmrokowi panującemu we wnętrzu można odnieść wrażenie, że krzyż unosi się w powietrzu. Przy bocznych wyjściach znajdują się figury. Nam do gustu przypadła w szczególności figura św. Franciszka przedstawionego tradycyjnie z ptactwem. Kształt rzeźby przypomina postaci z Pixara. ;]

Punkt 3 – Igreja da Ordem Terceira de São Francisco da Penitência, czyli Kościół św. Franciszka

Spod Katedry udaliśmy się do historycznego centrum miasta usianego zabytkowymi kościołami. Wędrując ciasnymi uliczkami miasta z czasem coraz bardziej traciliśmy orientację. Ale do św. Franciszka trafiliśmy jeszcze zupełnie świadomie. Potem było gorzej.

Igreja da Ordem Terceira de São Francisco da Penitência znajduje się przy Placu Carioca i stacji metra o tej samej nazwie, tyle, że na wzgórzu. Co ciekawe, to miejsce było związane z franciszkanami Trzeciego Zakonu Regularnego (tzw. Pokutnikami) od samego początki historii miasta. Braciszkowie tutaj żyli, modlili się i prowadzili szpital. Aby dostać się do położonego na wzniesieniu kościoła wchodzi się do tunelu z placu Carioca i wjeżdża windą. W tunelu znajdują się ciekawe ryciny pokazujące jak zmieniało się otoczenie kościoła i konwentu, podczas gdy ten stał niewzruszenie.

Na górze najwartościowszą część całego kompleksu stanowi sam kościół. Jego wnętrze jest w całości pozłacane – bez wyjątku. Ściany, sufit, ołtarz świecą od złota. To majstersztyk sztuki barokowej, niedawno odrestaurowany. A wejście kosztuje tylko 2R$. Warto odwiedzić to miejsce – dla walorów estetycznych i historycznych.

Punkt 4 – Real Gabinete Português de Leitura, czyli jesteśmy w Gryffindorze

Kolejny punkt stanowiła urocza czytelnia rodem z Harry’ego Pottera. Obiekt liczący niemalże dwieście lat wybudowany w stylu portugalskiego neogotyku największe wrażenie robi od środka. Szczególnie, że na zewnątrz panuje niewyobrażalny… nieporządek – delikatnie mówiąc. Przekraczamy progi czytelni i jesteśmy w innym świecie – Witamy w Gryffindorze! ;] Od podłogi po baaaaardzo wysoki sufit – książki, książki, książki. A to wszystko w odcieniach zieleni i ciemnego drewna. (Jak zieleń, to pewnie „Witamy w Slytherinie” ;]) A jeśli masz ochotę poczytać, to zapraszamy do staromodnego drewnianego biureczka. Wychodzisz i od razu jesteś z powrotem na Ziemi – ta część Rio naprawdę nieładnie pachnie.

Nawiasem mówiąc, do czytelni trafiliśmy już chyba tylko dzięki intuicji. Po wyjściu z czytelni wędrowaliśmy jak zawsze z mapą w ręku, a mimo to na oślep – oczywiście z zupełnie innym niż zamierzony kierunku. Nadłożyliśmy 2 km, przecisnęliśmy się przez zatłoczony bazar z chińszczyzną, a potem mieliśmy darmowy spacer przez aleję biznesową. Ale dzięki tej chwilowej utracie orientacji w okolicy biznesowej poznaliśmy Coxinhę – brazylijski przysmak, który trzymał nas przy życiu przez resztę wyjazdu.

Punkt 5 – trzy kościoły, pałac i kapitulacja

Po tym nieskoordynowanym grand tour byliśmy bardzo zmęczeni. Udało się na szczęście odwiedzić jeszcze kilka miejsc, ale poziom kojarzenia faktów był niesatysfakcjonujący i co tu ukrywać – zwiedzanie odbywało się po łebkach.

Szeroką aleją Avenida Presidente Vargas dotarliśmy do Kościoła Candelaria. Barokowo-neoklasycystyczny, monumentalny kościół dał nam schronienie przed słońcem. Mieliśmy naładować baterie i ruszyć dalej.

Ale już w kolejnym kościele, a w zasadzie kościołach, okazało się, że sił nadal brak. No właśnie, a kościoły były dwa, obok siebie i to w dodatku o bardzo podobnych nazwach: Igreja de Nossa Senhora do Monte do Carmo da antiga Sé oraz Igreja da Ordem Terceira do Carmo. Ten pierwszy jest bardzo ważny dla historii miasta, bo to de facto dawna katedra a także kaplica królewska, gdzie odbywały się m.in. koronacje. Ale to ten drugi kościół zrobił na nas większe wrażenie. Co prawda mniejszy, jednonawowy, ale w środku wykończony całkowicie w drewnie, biało-złoty, no i oczywiście z figurką Marki Boskiej w głównym ołtarzu odzianą w ubranko dla lalek. Wrażenie było niesamowite, trochę jak w pod pokładem jakiegoś kunsztownie wykończonego statku.

A niemalże naprzeciwko zlokalizowany jest Paco Imperial, czyli dawny pałac królewski wybudowany w stylu barokowym, typowo – z białą elewacją i brązowymi detalami. Obecnie znajduje się w nim centrum kultury. Rzuciliśmy tylko okiem i doszliśmy do wniosku, że na wycieczkę do Niteroi nie starczy  sił. A szkoda. Bo znajdujące się tam Muzeum Sztuki Nowoczesnej ma szczególnie ekscytującą formę architektoniczną – niczym statek kosmiczny.

I na tym zakończyliśmy nasz spacer po Rio i zwiedzanie miasta. Co tu dużo mówić – kapitulacja. Kolejnego dnia rano ruszaliśmy już do Chapada Diamantina.

Z pewnością może dziwić fakt, że nie piszę nic o tak oczywistych miejscach w Rio jak Głowa Cukru czy Corcovado ze słynną statuą Jezusa. Otóż obie atrakcje są dosyć kosztowne, więc zostawiliśmy je sobie na koniec wyjazdu, żeby się nie pozbawić budżetu na samym początku. Jak ostatecznie wyszło, napiszę już niebawem.

Tutaj trasa naszego chaotycznego spaceru:

Tutaj komplet fotek z 2. dnia w Rio de Janeiro:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s