Szanghaj – 6 obowiązkowych punktów programu

14.04.2014

W Chinach byłam po raz pierwszy przy okazji podróży służbowej. Pomiędzy odsypianiem różnicy czasu i obowiązkami udało się wcisnąć kilkanaście godzin zwiedzania. Całe doświadczenie było jednak szalenie pobieżne i minęło prędko jak dziwny sen.

Ile można powiedzieć o kraju po tak krótkim pobycie? W tym niesamowitym maratonie zdołałam odwiedzić kilka obowiązkowych punktów programu i na nich się skupię. Dodam tylko, że moje subiektywne oceny być może byłyby inne, gdybym miała okazję pozwiedzać Szanghaj nieco dłużej i porządnie się wyspać.

Ponieważ czasu było niewiele, zwiedzałam miasto według przewodnikowego klucza nie siląc się na oryginalność. Poniżej przedstawiam punkty obowiązkowe w Szanghaju, takimi jakimi mi się wydały.

1. Pudong

Biznesowa dzielnica Szanghaju zlokalizowana na wschodnim brzegu rzeki Huangpu to część miasta, którą przyszło mi najlepiej poznać, bo tam znajdował się mój hotel. Zatem jakby nie było, wychodząc i wracając rano mogłam przeglądać się w szklanych elewacjach wieżowców i podziwiać imponujący rozmach chińskiej myśli urbanistycznej.

No właśnie. Otóż drapacze chmur zazwyczaj nie należą do moich ulubionych atrakcji turystycznych. W związku z tym nie spodziewałam się szczególnej ekscytacji podczas zwiedzania Pudong. Na dzielnicę spojrzałam jednak zupełnie innym okiem, gdy dowiedziałam się, że całość powstała w ciągu niespełna ćwierćwiecza. Początkiem lat 90. na wschodnim brzegu rzeki Huangpu były magazyny i pola, a teraz jest to specjalna strefa ekonomiczna z kilkudziesięcioma drapaczami chmur, w tym najwyższym budynkiem w Chinach, kilkoma bardzo ciekawymi konstrukcjami architektonicznymi, lewitującym pociągiem i zatrzęsieniem pięciogwiazdkowych hoteli. I jak tu nie być pod wrażeniem?

Pisząc o lewitującym pociągu mam na myśli Maglev – kolej, która dzięki elektromagnesom porusza się nie dotykając toru. Maglev w Szanghaju prowadzi z Pundong na lotnisko i rozwija prędkość do 431 km/h.

Pisząc o najwyższym budynku w Chinach mam na myśli budowaną obecnie Shanghai Tower o łudząco giętkim kształcie i wysokości 632 m.

Pisząc o ciekawych konstrukcjach architektonicznych mam na myśli nadziemne piesze rondo (nawiasem mówiąc jego mini-kopię można od kilku lat podziwiać w Rzeszowie) oraz Oriental Pearl Tower, która jest obecnie symbolem Szanghaju. Dodam, że na żywo wygląda o wiele mniej kiczowato niż na fotkach.

Zatem po Pudong spacerować warto. Szczególnie przyjemnie jest podziwiać nowoczesną architekturę z okrągłej kładki dla pieszych – w każdą stronę rozpościerają się z niej widoki na szklane domy sięgające nieba.

Ciekawą opcją jest też wycieczka na otwieracz. Mowa o World Financial Center. Wjazd na liczący ponad 492 m wysokości wieżowiec tani nie jest, bo dla dorosłego to obecnie 180RMB. Z drugiej jednak strony, platforma widokowa oferuje jedną z najpiękniejszych panoram miasta – szczególnie jeśli odwiedzimy ją nocą.

Dodam jeszcze, że po Pudong spaceruje się przyjemnie także z powodu świeżości, której na próżno szukać w centrach biznesowych innych wielkich metropolii. To dlatego, że Pudong jeszcze pachnie nowością. Druga sprawa to czystość – ta część Szanghaju jest bardzo czysta, szczególnie jeśli porównamy ją z dzielnicami po drugiej stornie rzeki.

2. Nanjing Road

Na drugą stronę rzeki przejechałam metrem ze stacji Lujiazui zlokalizowanej przy wspomnianej wcześniej okrągłej kładce. Metro w Szanghaju okazało się być super wygodne i łatwe w obsłudze. Ale o praktycznych kwestiach napiszę w osobnym poście…

A zatem do rzeczy. Pierwszym punktem, a raczej linią prostą, którą zwiedziłam po zachodniej stronie rzeki Huangpu była Droga Nanjing (Nanjing Road). Wszystkie przewodniki piszą o tym deptaku będącym swego rodzaju centrum życia miasta i podstawowym miejscem, jeśli chcemy zrobić zakupy. Czy to ciekawe miejsce? Nie. Piszę o tym z czystym sercem i pewnością. Nanjing Road to schludny deptak, który nie różni się od setek podobnych w Europie. Gdyby nie wszędobylskie typowo chińskie jedzenie oraz chińskie szyldy, można by pomyśleć, że wcale nie jesteśmy w Chinach. Dodajmy, że zarówno na zakupy jak i zwiedzanie znajdzie się w Szanghaju setka lepszych miejsc.

Nanjing Road jest jednak przeciętnemu turyście ciężko ominąć bo deptak prowadzi od Bundu do Placu Ludowego (Peoples Square) – dwóch miejsc, które zobaczyć warto.

3. Peoples Square

Plac jest zlokalizowany u zachodniego wylotu Nanjging Road. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, zanim partia komunistyczna przejęła władzę w kraju, w tym miejscu znajdował się tor wyścigów konnych. Później, gdy partia zabroniła tego typu uciech, stworzono w tym miejscu Plac Ludowy.

Szczerze trzeba jednak przyznać, że plac jest ciekawy. To tutaj znajduje się piękny park (People’s Park), Shanghai Grand Theatre i imponujące Shanghai Museum. To tutaj też omal nie padłam ofiarą oszustwa – dwukrotnie! Ale o tym w osobnym poście, bo poza naciągaczami People’s Square odebrałam jako bardzo pozytywne miejsce.

Bardzo spodobał mi się park. Jego przestrzeń jest zaprojektowana zupełnie inaczej niż znane nam z Europy parki rysowane od linijki. Na alejkach People’s Park można się zgubić – co też uczyniłam i ciężko było się odnaleźć, bo Chińczycy z zakłopotaniem patrzyli na mapę, którą im pokazywałam. Do dziś nie wiem, czy problem wynikał z bariery językowej, czy jakiejś tajemnicy związanej z mapą. Druga różnica, to liczba ludzi. Chińczycy naprawdę lubią swoje parki – zamiast siedzieć na wersalce w dużym pokoju, siedzą na ławkach w parku. A czas spędzony na świeżym powietrzu urozmaicają sobie grami, muzykowaniem i rozmową.

Drugi obiekt robiący niesamowite wrażenie, to wspomniane Shanghai Museum. Obiekt ma monumentalne gabaryty i surową formę – naprawdę wciąga. Ponoć jego kształt miał przypominać tradycyjne chińskie naczynie do gotowania. Szkoda, że nie było mi dane zwiedzić obiektu w środku, bo to jedno z najczęściej odwiedzanych muzeów na świecie.

Dodam jeszcze, że Plac Ludowy jest naprawdę duży, a żeby wejść na jego teren trzeba przekroczyć ulicę jednym z podziemnych przejść. I znowu: łatwo się zgubić :]

4. Mury Miejskie

Z Placu Ludowego chciałam dojść na targ kwiatów, ale się nie udało. Jak widać, w Szanghaju zgubiłam się kilkakrotnie – taki urok miasta :] W zamian, dotarłam do uliczki higieną i estetyką znacznie odbiegającej od Pudong, na której było pełno stoisk z jedzeniem i produktami spożywczymi. Nie żałuję, bo było ciekawie.

Ale nie o tym chciałam…

Bo przy okazji trafiłam też do pozostałości murów miejskich i Świątyni Dajingguandi. To miejsce warte odwiedzenia z kilku powodów. Po pierwsze, w Szanghaju jest naprawdę ciężko o zabytkowe zabytki, sięgające historią daleko wstecz. Natomiast mury miejskie i Świątynia Dajingguandi pamiętają czasy Dynastii Ming. Po drugie, być w Chinach i nie zaglądnąć do jednej ze świątyń, to grzech. A odwiedziny w Dajingguandi to okazja na zwiedzenie świątyni taoistycznej. Szczególnie, że (po trzecie) znajdziemy tam ciszę, spokój i chłód – prawdziwy rarytas w chińskim mieście. Po czwarte, wejście jest naprawdę tanie (kilka juanów).

 5. Yu Yuan

Rzut beretem od Świątyni Dajingguandi znajduje się Yuyuan – zabytkowy ogród, którego historia sięga 500 lat wstecz. To przy okazji kolejny skrawek prawdziwych Chin w najmniej chińskim mieście tego kraju. Przyznam, że na teren samego ogrodu nie weszłam – poskąpiłam czasu i pieniędzy. Ale mimo wszystko warto było odwiedzić okolicę.

W sąsiedztwie wejścia na teren ogrodu znajduje się słynny budynek herbaciarni na wodzie (Huxinting Chashi), do której można się dostać uroczym zygzakowatym mostem. Ten nietypowy kształt ma utrudniać drogę złym duchom. Nawet jeśli nie mamy ochoty na kosztowną herbatkę (w miejscu, w którym ponoć popijali ją Elżebia II i Bill Clinton), możemy postać na mostku i popatrzeć na złote rybki i żółwiki pluskające się w jeziorku. Ja wybrałam drugą opcję. :]

Co ważne, budynek herbaciarni niegdyś należał do samego ogrodu Yu, a co za tym idzie jest również zabytkiem. Zabytkami natomiast nie są pokaźne pawilony wybudowane w stylu dynastii Ming zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie ogrodu. Cała kwatera miasta zwana Bazarem Yuyuan jest zalana morzem ludzi. Osobiście świetnie się tam bawiłam kupując pamiątki – perły, herbatę, grzebienie i pałeczki. Trudno mi powiedzieć, jaka część zakupionych przeze mnie przedmiotów jest dobrej jakości, a jaka to zwykła „chińszczyzna”. Ostatecznie jednak wydałam na wszystko grosze, a zabawa była przednia. Oczywiście do czasu, kiedy poczułam zmęczenie i towarzystwo zbyt wielu turystów zaczęło mi przeszkadzać.

6. Bund

Yuyuan i mury miejskie to skrawki prawdziwych Chin w Szanghaju, natomiast najbardziej europejski jest Bund. To aleja prowadząca wzdłuż rzeki Huangpu po jej zachodnim brzegu z szeregiem monumentalnych obiektów w zachodnim stylu. Powstały one w XIX w., gdy Szanghaj zamieszkiwała cała masa Brytyjczyków oraz przybyszy z innych krajów Europy i terytoriów Imperium Brytyjskiego. Banki, hotele i urzędy – niemalże wszystkie inspirowane kulturą europejską – pozwalają zapomnieć, że jesteśmy w Chinach.

Na Bund udałam się wieczorem, kiedy budynki były pięknie oświetlone, co jeszcze bardziej dodawało im uroku. Ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że podczas wieczornej przechadzki Bund zrobił na mnie największe wrażenie. Bo największe wrażenie zrobił na mnie po raz kolejny Pudong oraz rzeka Huangpu. Otóż z Bund rozpościera się piękna panorama dzielnicy biznesowej.

Cała magia polega na tym, że o ile budynki na Bund są ładnie oświetlone, a o tyle giganty na Pudong mienią się feerią barw, która na tle nocy jest szczególnie piękna. Do tego rzeka, która żyje non stop. Przez szeroką taflę Huangpu dzień i noc przepływają stateczki wycieczkowe, towarowe i inne pływające ustrojstwo. Cały czas w zasięgu wzroku jest kilka jednostek pływających. A to wszystko na tle kolorowych świateł Pundongu. Ciężko oderwać wzrok.

A zatem decyzja zapadła. Wieczorny spacer po Bund i podziwianie panoramy Pudongu oraz całego teatru na rzece to dla mnie absolutnie atrakcja nr 1 w Szanghaju – pomimo, że napisałam o niej w punkcie nr 6 ;]

Praktycznie:

Spacer po Pudong zajął ok. 1 godziny. Z Pudong przejechałam metrem – od stacji Lujiazui do East Nanjing Road. To zaledwie jeden przystanek. Spacer z Nanjing Road przez Plac Ludowy, Mury Miejskie i Yuyuan zajął mi ok. 3 godzin. To tylko 4 km, ale trzeba do tego dodać zwiedzanie, czas na odnalezienie zgubionej kilkukrotnie drogi i zakupy.

Na Bund pojechałam wieczorem – i jeszcze raz gorąco polecam :]

P.S. W kolejnym wpisie o kilku moich przygodach i porady praktyczne.

Tutaj trasa mojego spaceru po zachodniej części miasta i dodatkowo zaznaczone centrum dzielnicy Pudong i Bund, a poniżej komplet fotek.

 

Fotki

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s