Wiedeń – pałac i galeria

11.08.2013

Drugi dzień w Wiedniu był z góry zaplanowany. Dwa główne punkty programu: Pałac Schönbrunn i Kunsthistorisches Museum, czyli Muzeum Historii Sztuki.

Zaraz po śniadaniu spakowaliśmy zapas ciastek i ruszyliśmy do autobusu. Bilet całodobowy z poprzedniego dnia był nadal aktywny, dlatego do popołudnia nie musieliśmy się o to martwić. Co ważne, metro U4 z kempingu Wien West przejeżdża przez stację Schönbrunn, więc dojazd był prosty.

Na miejscu okazało się, że masa turystów uderza w kierunku bramy wejściowej pałacu, dlatego owczym pędem, pobiegliśmy do kas. Tam na szczęście austriacki porządek sprowadził nas do pionu. Elegancka kolejka w wężyku posuwała się sprawnie, a każda wejściówka miała wyznaczoną godzinę, więc obyło się bez nerwowego przepychania do wejścia. Biorąc jednak pod uwagę liczbę zainteresowanych mimo wszystko, dobrze, że zwiedzanie tego dnia zaczęliśmy od pałacu.

Planowaliśmy wybrać najtańszą opcję, Imperial Tour, czyli 22 pokoje Schönbrunnu za 11,50 euro, ale ostatecznie skusiliśmy się na rozszerzone zwiedzanie – Grand Tour, czyli 40 pokoi za 14,40 euro. Ku naszemu zdziwieniu, dostaliśmy nawet audioprzewodniki w języku ojczystym. Zwiedzanie odbywało się w dość dużym zagęszczeniu, ale tak naprawdę indywidualni turyści nie przeszkadzali nam tak bardzo jak grupy zorganizowane z hałaśliwymi przewodnikami ;]

Nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że pałac Schönbrunn jest piękny. Bogate sale, zdobienia, rozmiary, a to wszystko ubarwione historiami z życia mieszkańców. Warto o nich poczytać chociaż trochę jeszcze przed odwiedzeniem pałacu. Kiedy mowa o Schönbrunnie, najczęściej pojawia się postać Marii Teresy, wielkiej arcyksiężnej austriackiej, która władała  ogromnym mocarstwem, wprowadzała reformy, organizowała bale, a w międzyczasie urodziła szesnaścioro dzieci! Konkurencję pod względem popularności robi jej jednak romantyczna postać księżniczki Sissi. Natomiast trzecią najczęściej wspominaną osobą w kontekście pałacu Schönbrunn jest mąż Sissi – cesarz Franciszek Józef I, który z jednej strony przedstawiany jest jako człowiek, który nad życie kochał swoją żonę i ogrom czasu poświęcał ojczyźnie (słowem wzór cnót), a z drugiej strony jako mąż stanu, który chełpił się tym, że nigdy w życiu nie przeczytał żadnej książki. Zwiedzanie pałacu bez historii związanych z życiem tych postaci byłoby pozbawione koloru.

Wielu z pewnością powiedziałoby jednak, że w Schönbrunnie najpiękniejsze są ogrody. Faktem jest, że już sam ich rozmiar przytłacza i ciężko je obejść podczas jednej wizyty (szczególnie w upalny sierpniowy dzień). Natomiast sam pałac nie byłby tym, czy jest, gdyby nie imponująca Glorietta usytuowana na wzgórzu ponad pałacem. Piękno i doskonała lokalizacja obiektu sprawiają, że stał się on przy okazji symbolem całego pałacu. Chociaż przyznam bez bicia, że Gloriettę podziwialiśmy tylko z oddali, bo upał pozbawił nas motywacji.

Drugim punktem programu było Kunsthistorisches Museum z imponującą galerią obrazów. Zachwyca już sam budynek, w którym mieści się instytucja. To jeden z bliźniaczych obiektów wybudowanych w stylu neorenesansowym pod koniec XIX w. W jednym znajduje się Muzeum Historii Naturalnej, a drugim właśnie Muzeum Historii Sztuki. Obiekty stoją przy Ringu nieopodal głównej bramy Hofburga. Ale wrażenie z zewnątrz to nic w porównaniu ze zbiorami, jakie posiada wiedeńskie Kunsthistorisches Museum. Ilość i wartość prezentowanych tam dzieł zdaje się przewyższać nawet galerię Uffizi we Florencji. Znajdziemy tam chociażby słynnego Dawida z Głową Goliata Caravaggia, Wieżę Babel Breugla, obraz przedstawiający Infantkę Małgorzatę w niebieskiej sukni Velázqueza czy autoportret Rembrandta. Bilet nie jest tani (14 euro), ale zbiory są warte swojej ceny.

Kiedy dwa najważniejsze punkty programu były za nami, a słońce grzało w najlepsze przyszła pora na powrót do Volksgarten. Zachęceni spacerem z dnia poprzedniego chcieliśmy spróbować relaksu w pięknym parku. Upał zachęcał do spożycia zimnego piwa, a w parkowym lokalu pod gołym niebem na szczęście znalazło się miejsce. Spokojnie sączyliśmy zimny napój spoglądając na fasadę Hofburga. Obserwując spacerujących turystów nabieraliśmy sił na dalszą wędrówkę.

Zdecydowaliśmy się na Hundertwasserhaus – najsłynniejsze dzieło wspomnianego wcześniej Hundertwassera. Ten dom, a w zasadzie kompleks budynków, położony jest nieco poza ścisłą starówką, po jej wschodniej stronie. Początkowo planowaliśmy spacer, ale ostatecznie wygrało lenistwo. Postanowiliśmy wykorzystać do ostatniej minuty nasze całodobowe bilety komunikacji miejskiej kupione dzień wcześniej. Ale wracając do Domu Hunderwassera… Otóż zaprojektowany przez niego układ budynków jest zupełnie szalony i zaskakuje tym bardziej, że wyłania się nagle spomiędzy równych rzędów szarych kamienic. Brak w nim regularnych linii, symetrii i porządku, a kamień wchodzi w symbiozę z roślinnością. Autor położył nacisk na harmonię z naturą i co ciekawe, ponoć nie wziął za projekt zapłaty. Chciał tylko, aby wybudowano coś, czego nie uznałby za brzydkie. Dzisiaj budynek nie wszystkim się podoba, ale chyba wszystkich ciekawi. Fakt, że od piękna do kiczu w przypadku tego dzieła jest bardzo blisko. Mi osobiście całkiem przyjemnie oglądało się ten twór niepodobny do niczego innego i zaskakujący z każdej strony. Ale mąż kręcił nosem ;]

Po tej atrakcji zaplanowaliśmy posiłek.  No ale jeszcze Secesja… Postanowiliśmy, że Secesję zobaczymy jeszcze przed jedzeniem. Ten obiekt końcem XIX w. wzniesiono z inicjatywy prekursorów nowego nurtu w sztuce, m.in. Gustawa Klimta i Josefa Hoffmana. Klockowa biała bryła Secesji, a przede wszystkim piękna złota „kapusta” na szczycie naprawdę wyróżniają budynek pośród innych klasycznych kamienic z XIX w. Niestety ze ściśniętym żołądkiem, to nie zwiedzanie, tylko odhaczanie. I tak było z budynkiem Secesji – kilka fotek i w drogę.

I trzeba było iść na kiełbaski, jak poprzedniego dnia. Pisałam już wcześniej, że na każdym większym przystanku w centrum Wiednia znajdują się budki z jedzeniem i napojami. I tym razem udaliśmy się do jednej z nich. Mogliśmy wybrać pizzę, albo spaghetti, albo kanapki, albo wiedeńskie kiełbaski. Ale nie. Wybraliśmy sznycle (schabowe) z frytkami… podane w chińskich pudełkach… polane dużą ilością majonezu i keczupu. Tanio i do syta. Niestety świadomość kiepskiego wyboru dojrzała w nas dopiero w trakcie konsumpcji. Trzeba było wziąć wiedeńskie kiełbaski…

Niefortunny posiłek stanowił zakończenie tego dnia. Potem była jeszcze tylko podróż powrotna na kemping, nocleg, a kolejnego dnia ruszyliśmy dalej w trasę. Na szczęście wymoczony w majonezie sznycel nie wpłynął na ogólny obraz Wiednia.

Jak zastanowić się nad wrażeniem, jakie robi miasto, to pewnie należy zacząć od tego, że zaskoczyło nas kameralnym nastrojem. Wiedeń liczy prawie 1,7 mln mieszkańców i odwiedzają go rokrocznie miliony turystów. Mimo tego, brak w nim metropolitarnego zgiełku i chaosu. Druga sprawa, to wygoda zwiedzania. Po całym Wiedniu poruszaliśmy się z ogromną swobodą. Komunikacja miejska nie zawiodła i nigdy nie wywiodła w pole. Co więcej, nikt nawet nie sprawdzał biletów. Pomimo szczytu sezonu nigdzie nie trafiliśmy na tłumy. Ceny zgadzały się z tymi w Internecie. Słowem, bezstresowe zwiedzanie. Kiedy dodamy do tego kilka niespodzianek łamiących stereotyp miasta, o których pisałam wcześniej, jak chociażby architektura Hundertwassera, otrzymamy pełny i sprawiedliwy obraz miasta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s