Manhattan bis

USA, wrzesień 2012

17.09.2012

Drugiego dnia wyjechaliśmy z New Jersey około południa, bo plan zakładał wieczorny spacer po mieście. W planie było też kilka punktów obowiązkowych, których zabrakło poprzedniego dnia – Central Park, The Metropolitan Museum of Art i rejs promem na Staten Island. Takie były plany, a wyszło jak wyszło – średnio na jeża.

Z Port Authority Bus Terminal pojechaliśmy na Upper West Side, a stamtąd spacerem przeszliśmy się przez Central Park w stronę The Met, czyli wspomnianego muzeum, które znajduje się po drugiej stornie parku na Upper East Side. Teoretycznie był to plan idealny, bo najpierw rekonesans po parku, a następnie muzeum. Niestety spacer po parku ze świadomością, że musi nam jeszcze wystarczyć czasu na zwiedzanie gigantycznego muzeum, to kompletna pomyłka. Dlatego też zaledwie rozglądnęliśmy się dookoła ze zdziwieniem odnotowując niezliczoną liczbę osób w garniturach i żakietach spacerujących po parkowych alejkach, po czym ruszyliśmy prosto w kierunku Met.

Sam budynek muzeum zlokalizowany de facto na terenie parku przy Piątej Alei to kolejny obiekt na Manhattanie zniewalający majestatem, wielkością i pięknem, a także kolejny wybudowany w neoklasycystycznym stylu Beaux-Arts. To także największe muzeum w całych Stanach Zjednoczonych, w którym prezentowane są dzieła setek najsłynniejszych artystów w historii. Ciężko znaleźć uznanego malarza, którego obrazu tam nie ma. Van Gogh, Gauguin, Renoir, Monet, Manet, Cezanne, Veronese, Rafael, Botticelli, Giotto, Vermeer, El Greco, Caravaggio, Tycjan, Goya, Rembrandt, Poussin, Jacques-Louis David, Bruegel, van Eyck – nie mogłam sobie odmówić wypisania tych wszystkich nazwisk, bo to przecież artyści znani wszystkim, nie tylko historykom sztuki. Niewiarygodne, że dzieła tych mistrzów można zobaczyć w jednym miejscu – właśnie w The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Jeszcze przed wyjazdem do USA wiedzieliśmy jedno, że będąc w Nowym Jorku musimy się tam wybrać. Jakim więc cudem nie sprawdziliśmy wcześniej, że w poniedziałki muzeum jest nieczynne? To była największa porażka logistyczna w trakcie całej wycieczki, która na chwilę mocno zważyła humory.

 

 

 

Mogliśmy co prawda wrócić do Central Parku, zrelaksować się i porozglądać, ale straciliśmy motywację.

Zrezygnowani ruszyliśmy dalej – na południe, skąd startuje prom na Staten Island. Wszystkie strony internetowe, przewodniki i relacje mówią jasno, że wycieczka tym promem jest zupełnie darmowa i dostarcza bardzo przyjemnych wrażeń i dlatego należy do atrakcji nr 1 w Nowym Jorku. Jednak trudno było uwierzyć. Po sromotnej porażce z Met miałam ogromne wątpliwości, czy wycieczka promem się uda.

A jednak! Prom wozi wszystkich chętnych pasażerów kilkadziesiąt razy dziennie z Manhattanu na Staten Island i w drugą stronę zupełnie gratis. Terminal znajduje się na samym południowym końcu Manhattanu w sąsiedztwie Battery Park i trudno go przeoczyć. W ładny dzień w jego stronę wędruje wiele osób. Kiedy stanęliśmy w tłumie przy bramce miałam poważne obawy, czy zmieścimy się na pokład. Okazało się jednak, że prom jest duży i weszliśmy wszyscy.

Teraz szczerze mogę potwierdzić, że było warto. Rejs trwa około 20 minut w jedną stronę i umożliwia podziwianie wszystkich najważniejszych punktów u ujścia rzeki Hudson. Płynąc w stronę Staten Island zajęliśmy miejsca po zachodniej stronie, tak aby przyjrzeć się Statule Wolności i Ellis Island, na której znajduje się Muzeum Imigracji. Statua oglądana z pokładu statku wygląda jeszcze ładniej niż na zdjęciach, ale jest też mniejsza niż mogłoby się wydawać. Doskonałe wrażenie robi też krajobraz Manhattanu oglądany z promu. Szczególnie wyróżnia się oczywiście budowany w strefie zero wieżowiec One World Trade Center – obecnie najwyższy budynek w Nowym Jorku.

 

W terminalu na Staten Island prawie wszyscy pasażerowie z naszego kursu od razu ruszyli do promu odpływającego z powrotem na Manhattan. Obawialiśmy się, czy zdążymy, ale kursy są najwyraźniej tak ustawione, żeby zdążyć. W tracie rejsu powrotnego podziwialiśmy wschodnią stronę – gigantyczny Most Verrazano-Narrows łączący Staten Island i Brooklyn, wybrzeże Brooklynu, ogromne statki towarowe stojące na kotwicy w zatoce i ufortyfikowaną Governors Island położoną już blisko wybrzeża Manhattanu. Wszystko oświetlało piękne złote popołudniowe słońce.

 

 

 

 

Do zachodu (bo przecież mieliśmy oglądać miasto w nocnej szacie) zostało jeszcze sporo czasu. Stąd pomysł, żeby pójść spacerem do strefy zero i ją zwiedzić. Od celu dzielił nas dwudziestominutowy spacer przez ciekawą okolicę. Mijaliśmy jeden z najstarszych kościołów w Nowym Jorku – Trinity Church (który niestety był w remoncie). Szliśmy koło budynku Wall Street (chociaż przyznam ze wstydem, żeśmy go przegapili). Mijaliśmy słynnego byka wykonanego z brązu – Wall Steet Bull (jego udało nam się nie przegapić). Niestety nie udało się oglądnąć go z bliska, bo wszędzie stały barierki i było pełno policji.

No właśnie – policja. Z policją to się nam akurat udało. Po dwóch tygodniach w USA już wiedzieliśmy, że policja pojawia się wszędzie, często i znikąd. Ale tylu policjantów na raz nie widziałam nigdy wcześniej. Początkowo myśleliśmy, że to jakiś Dzień Policjanta, albo Kongres Policji lub coś takiego. Okazało się jednak, że to obfita obstawa niezbyt wielkiej, zdaje się antyglobalistycznej, czy też przeciwrządowej manifestacji. Policjanci pojawili się pieszo, konno i na motocyklach. W samochodach też. Całe rzędy. Były nawet śmieszne przenośne wieże strażnicze. Naprawdę ciekawe widowisko. Manifestacja też ciekawa. Kolorowo i z fantazją. Tylko ciężko było się zorientować, jaki jest podstawowy postulat tego zgromadzenia.

Dobrze, że przytrafiła się nam ta kolorowa atrakcja i dwa razy od niej większa obstawa policyjna, bo do strefy zero się wejść nie udało. Nie mieliśmy przy sobie dokumentów… Przynajmniej nie wszyscy :] A bez tego ani rusz. Pooglądaliśmy zatem, to co widać zza płotka. Wokół budowanego w miejscu bliźniaczych wież drapacza chmur cały czas lata helikopter. Nie wiem, czy by pomógł w razie ataku, ale z pewnością dodaje miejscu powagi.

A po tym oglądaniu nastąpiło zmęczenie i odwrót. I nie udało się oglądnąć świateł miasta. No nic – następnym razem :]

 

Manifestacja w różnych odsłonach

One WTC – nowy wieżowiec w miejscu bliźniaczych wież w obstawie helikoptera

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s