Pierwsza noc – Leo Carillo w Malibu

USA, wrzesień 2012

03.09.2012

Kempingi w USA dzielą się na takie, które leżą w Parkach Narodowych lub Parkach Stanowych oraz na prywatne. Wszystkiego o kempingach w Parkach Narodowych można dowiedzieć się ze strony internetowej www.nps.gov.pl. Za jej pośrednictwem można też zarezerwować miejsce na kempingu, co jest zalecane szczególnie w przypadku kempingów o dużym obłożeniu jak chociażby Wielki Kanion. Rezerwacji na kempingach stanowych można dokonać za pośrednictwem strony www.recreation.gov. Oprócz tego dużą sieć kempingów prywatnych stanowią kempingi KOA – na ich stronie (www.koa.com) też możliwa jest wcześniejsza rezerwacja. Poza tym, jest dość dużo kempingów prywatnych, ale ich znaczący odsetek jest nastawiony na gości z samochodami kempingowymi.

Kempingi stanowe i państwowe są skromne i surowe, aczkolwiek czyste, zadbane i bardzo sprytnie urządzone. Każdy ma swoje miejsce, stół z ławkami i grilla. Opłata pobierana jest za miejsce, a nie od osoby, przy czym limit osób na jedno miejsce zazwyczaj wynosi osiem. Z kolei kempingi KOA nieco bardziej przypominają obiekty w Europie Zachodniej – na prawie wszystkich znajduje się basen, bar, pralnia i wiele innych atrakcji, a turyści potrzebujący nieco więcej luksusu mogą wynająć sobie domek. Rezerwacji można dokonać przez stronę internetową www.koa.com.

Na nasz pierwszy nocleg wybraliśmy kemping stanowy Leo Carillo na północno-zachodnim krańcu Malibu. Wybór padł na ten obiekt ze względu na jego lokalizację. Najpierw chciałam znaleźć coś na terenie miasta, ale w samym Los Angeles nie ma kempingów. Wszystkie położone są na granicach aglomeracji – nad morzem lub w górach. Wybraliśmy zatem miejsce położone najbliżej lotniska i przy wylocie na Highway 1, bo tą drogą mieliśmy ruszyć dalej kolejnego dnia.

Sam kemping Leo Carillo  jest uroczy i bardzo duży. Miejsca kempingowe są ogromne – nie było strachu, że będziemy się potykać o namioty innych turystów. Bardzo bałam się grzechotników, którymi straszyły przewodniki i o których słyszałam od dzieci bawiących się na kempingu, ale na szczęście los oszczędził mi spotkania z jadowitym gadem. Była za to cała masa malutkich, ślicznych króliczków, które były niemalże wszędzie.

Po dniu pełnym wrażeń sen zmógł nas szybko. Niestety pierwsza noc pod namiotem nie należała do najlżejszych. Wciąż męczyła nas dziewięciogodzinna różnica czasu. Poza tym, wrześniowe noce na kalifornijskim wybrzeżu okazały się bardzo chłodne. Co więcej, pierwsza noc pod namiotem zawsze jest słaba. Dlatego wstaliśmy przed świtem i w nagrodę mogliśmy zobaczyć jak słońce podnosi się nad górami Santa Lucia i oświetla wybrzeże, na którym już około 5:00 rano pojawili się pierwsi surferzy. Gdy wracaliśmy z porannego spaceru mogliśmy zobaczyć, jak przy plaży rozkłada się plan filmowy, a jakiś czarnoskóry mężczyzna w białym porsche pytał nas nawet, którędy trafi na plan! Ciężka noc została nam zatem wynagrodzona odrobiną ekscytacji i pięknych widoków.

Mieliśmy jeszcze małą przygodę pod prysznicem, bo nasze tokeny, które kupiliśmy w automacie za nic nie chciały uruchomić ciepłej wody. Dopiero gdy w okolicy pojawiło się dwóch strażników parku – „rangersów” , jak z kreskówki o misiu Jogi, poprosiliśmy o pomoc i awaria została naprawiona. Niestety mój mąż wykąpał się wcześniej.

1 noc na kempingu Leo Carillo – 45$ za miejsce + 8$ opłaty rezerwacyjnej (trzeba ją uiścić, gdy rezerwujemy miejsce przez Internet, ale we wrześniowy poniedziałek na kempingu było dużo wolnych miejsc)

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s