Lot z Newark do Los Angeles

USA, wrzesień 2012

03.09.2012

Po jednodniowym pobycie u rodziny w New Jersey wylecieliśmy dalej na zachód – do Słonecznej Kalifornii.

Jeszcze na etapie planowania, z oporami podjęliśmy decyzję o wyborze linii lotniczych, które miały nas przetransportować na zachodnie wybrzeże. Pierwotnie miały to być linie Jet Blue. Bilety kosztowały 160$ w jedną stronę za osobę, jedna walizka rejestrowana była w cenie, a na pokładach samolotów ponoć serwowane są przekąski. Dodatkowo kusiły dobre opinie o liniach Jet Blue, które czytałam na forach internetowych. Niestety Jet Blue ma swoją główną siedzibę na lotnisku JFK w Nowym Jorku, a my ruszaliśmy z New Jersey. Czas i koszt transportu z New Jersey na JFK skutecznie nas odstraszyły, a decyzja ostatecznie padła na linie United. Pomimo konieczności uiszczenia opłaty za bagaż w kwocie 25$ bilans i tak był korzystny.

Ale… Bałam się tego lotu, bo opinie o United były fatalne, a historie które przeczytałam o tych liniach, kazały wątpić, czy uda się nam w ogóle dolecieć do celu. Jak się jednak mogliśmy przekonać, czasem obniżenie własnych oczekiwań wynagradza miła niespodzianka. Po locie transkontynentalnym nieświeżymi liniami British Airways linie United zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Po pierwsze – czysto. Po drugie – kawa, herbata, napoje w cenie. Przekąski wzięliśmy ze sobą, także leciało się całkiem komfortowo. W dodatku bez turbulencji i nieprzyjemnych niespodzianek.

No może poza czarnoskórą pracownicą linii lotniczych, która na pokładzie samolotu przywitała nas okrzykiem: „If you guys don’t scream vacation than I don’t know!!”. Słomkowe kapelusze, koszule w kwiaty i okulary słoneczne… Ironiczna uwaga w naszym kierunku w pełni zasłużona. Ale co tam! Lecimy do Kalifornii :]

Poza tym, spotkały nas jeszcze dwie miłe niespodzianki. Po pierwsze, już na pokładzie samolotu poczuliśmy kalifornijski klimat, bo leciał z nami najprawdziwszy aktor. Odtwórca ról trzecioplanowych, ale jednak…  Po drugie, lecieliśmy nad Wielkim Kanionem. Wrażenie było niesamowite – jakby ziemia rozstąpiła się w tym miejscu. A naokoło kilometry pustkowia. Z resztą jak chodzi o wrażenia wizualne, to cały lot był bardzo atrakcyjny. Ziemia zmieniała kolor z zielonego, przez żółty, po zupełnie czerwony, żeby potem ustąpić zabudowaniom Los Angeles, które ciągną się kilometrami.

Z samolotu do wyjścia z portalu lotniczego dostaliśmy się dość prędko. Warto tu dodać, że Amerykanie traktują loty wewnątrzkrajowe tak jak my przejazdy liniami PKP. Krótko mówiąc – codzienność. Dlatego zarówno odprawa jak i moment opuszczania terminala trwają bardzo krótko i odbywają się bez zbytnich ceregieli. Nie obyło się jednak bez małego zamieszania. Lotnisko LAX jest gigantyczne, ma 8 terminali i niestety nie jest już tak świetnie oznakowane jak eleganckie Heathrow w Londynie. Tutaj sprawdziła się metoda „podążaj za tłumem”. Dzięki temu trafiliśmy do naszych walizek. Potem zaczęliśmy poszukiwania naszej wypożyczalni samochodów.

Jak się okazało, żadna z nich nie jest tak naprawdę zlokalizowana na lotnisku, a jedynie w okolicy. Na szczęście wszystkie firmy mają swoje shuttle busy, które kursują dosłownie co kilka minut. W ten sposób dostaliśmy się do wypożyczalni Dollar, gdzie czekało na nas wcześniej zamówione auto.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s