Pierwszy krok na Zachód, czyli starania o wizę

USA, wrzesień 2012

Dziesięć dni na zwiedzenie zachodu USA to za mało. Tak piszą wszystkie przewodniki, tak piszą globtroterzy na forach. Pewnie, że mało! Ale i tak wyjazd do USA był niesamowity. Zobaczyć i sprawdzić, czy tam naprawdę jest jak na filmach – spełnienie marzeń.

Wspomniane ograniczenia czasowe i niewspomniane finansowe zmusiły nas do zaplanowania wycieczki wcześniej. Ale planowanie wakacji to dla mnie sama przyjemność. Radość związana z wyjazdem rozkłada się na cały ten okres planowania.

Wiza

Nierozsądnym byłoby jednak rozpoczęcie planowania nie posiadając wizy. Starania o zdobycie magicznej wklejki do paszportu, która umożliwiłaby nam wjazd na teren Stanów Zjednoczonych o mały włos nie zniechęciły nas całkowicie do tej wycieczki. Rozmowa z konsulem okazała się być co prawda formalnością, ale proces poprzedzający rozmowę był szalenie frustrujący.

Pierwszym krokiem było wypełnienie aplikacji on-line. Trzeba było przygotować się na podanie różnych informacji na własny temat zaczynając od daty i miejsca urodzenia przez miejsce pracy i dochód, kończąc na adresie, pod którym będzie nas można znaleźć, gdy przyjedziemy do USA. Jest to oczywiście głupia formalność, bo jeśli planuje się wycieczkę objazdową, to należy podać pierwsze miejsce noclegu.

Jako wisienkę na torcie otrzymujemy 4 strony kuriozalnych pytań typu: „Czy jesteś terrorystą?”, „Czy brałeś udział w rekrutacji dzieci na żołnierzy?”, „Czy brałeś udział w pracach nad bronią chemiczną?”.

Do aplikacji potrzebne jest też zdjęcie. Na stronie ambasady znajduje się informacja o parametrach dobrze wykonanego zdjęcia, ale zapewne bezpieczniej jest zrobić fotkę u fotografa, który przy okazji wydrukuje papierową wersję. O konieczności wydrukowana papierowej wersji zdjęcia („na wszelki wypadek”) poinformowała mnie konsultantka telefoniczna. No właśnie – po złożeniu aplikacji on-line należało odbyć dość kosztowną rozmowę telefoniczną. Niedawno system zmieniono ponoć na korzyść i wystarczy umówić się na spotkanie z konsulem za pośrednictwem strony internetowej.

Na spotkanie trzeba zgłosić się do ambasady w Warszawie lub konsulatu w Krakowie. Nam ze względu na miejsce zamieszkania przypadł Kraków. Na miejscu już pod wejściem pomocnicy zbierali ludzi w grupy, sprawdzili dokumenty i ustawiali we właściwej kolejce. Zakrólowała równość – czy biznesmen czy wyrobnik – wszyscy staliśmy w rządku na ul. Stolarskiej czekając na swoją kolej. W środku samo spotkanie przebiegło już sprawnie i w sposób cywilizowany – odciski palców, pobranie numerka i rozmowa z panem w okienku. W naszym przypadku była to dosłownie kilka zdań. Spytano nas tylko kiedy i na ile jedziemy.

Trzy dni później do domu przyszły nasze paszporty z wklejonymi wizami.

Po wydaniu 1200 zł na tą całą operację (2 x 160$ opłaty wizowej, 2 x 30zł fotki z wywołaniem, podróż do Krakowa 100 zł) – klamka zapadła. Wakacje spędzimy w USA :]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s